środa, 29 kwietnia 2009

Latarnia morska - Przylądek Rozewie

Przylądek Rozewie jest najdalej wysuniętym na północ skrawkiem polskiego wybrzeża na morzu Bałtyckim. Od dawna stanowi ważny punkt nawigacyjny na mapach południowego Bałtyku.


Pierwszym latarnikiem na Rozewiu była legendarna córka szwedzkiego kapitana uratowana w tym miejscy przez rybaka i od tego czasu ostrzegała innych żeglarzy rozpalając ognisko na brzegu morza.


Budowę latarni murowanej rozpocząto w roku 1821, a 15 dnia listopada 1822 roku zaświeciła po raz pierwszy.

Obecnie latarnia Rozewie:

- nosi nazwę Stefana Żeromskiego

- administrowana jest przez Urząd Morski w Gdyni

- znajduje się przy ulicy Leona Wzorka 1 w Jastrzębiej Górze

- zasięg jej światła wynosi 26 Mm (48,152 km)










Przydatne informacje:

Parking znajduje się przy ulicy i bezpośrednio przy latarni

Bilet wstępu: ulgowy 3 zł, normalny 6 zł (sezon maj - wrzesień)

niedziela, 26 kwietnia 2009

Pomorze pałacowe..

W Rekowie Górnym jadąc z Trójmiasta w kierunku półwyspu helskiego znajduje się pałac/dwór, w nim restaucja, a koło niego park, po którym można pospacerować.

Trochę dalej, jadąc na północ znajduje się dwór w Sławutnie (albo inaczej nazywany: pałac Below).

Poruszając się dalej w kierunku północnym można odwiedzić Puck.

Kilka kilometrów dalej od Pucka tuż przy drodze znajduje się tzw. Kaczy winkiel.

Tym razem Nadole/ Żarnowiec/ Krokowa

Nad jeziorem Żarnowieckim znajduje się Nadole, to właśnie z tego miejsca jest poniższe zdjecie mola. Można tu również wypożyczyć łódkę/jacht i popływać po jeziorze (np. z ukochaną :) ).

Jadąc dalej trafiłam do Żarnowca. Chciałam zobaczyć zabytkowy 7-wieczny kościół.

Z Żarnowca kierunek jazdy -> Krokowa.

W Krokowie warto zajrzeć do kościoła pw. Katarzyny Aleksandryjskiej.

Posiedzieć można chwilę na ławeczce na skwerze Jana Pawła II.

Lub też pospacerować w parku przy pałacu.

Bardzo zaciekawiła mnie fontanna w kształcie serca...

Na tyle podbiła moje serduszko, że postanowiłam ją uwiecznić na zdjęciu.

Oko na kaszuby - Gniewino

Jadąc z Mechowa do Gniewina, nawigacja wyprowadziła mnie na jakieś pola, a tam miałam okazje pooglądać sobie czaple i porobić im zdjęcia.

Gdy udało nam się trafić nad jezioro żarnowieckie, naszym oczom ukazały się rury elektrowni szczytowo- pompowej (znajomy interesujący się pozyskiwanie energii powiedział mi że średnica tych ruch wynosi ok 5m).

Niedaleko elektrowni znajduje się wieża widokowa tzw. Kaszubskie Oko w Gniewinie.

A z niej rozpościerają się widoki na farmę wiatrakową, sztuczne jezioro elektrowni, pola i okoliczne zabudowania.

Patrząc z góry na podstawę wieży- odniosłam wrażenie że znajduje się naprawdę wysoko (wieża ma 44 metrów wysokości)

Przydatne informacje:

Bilet wstępu - wejście po schodach: normalny 6 zł, ulgowy 4,50 zł

Bilet wstępu - wjazd windą: normalny 9 zł, ulgowy 6 zł

Istnieje możliwość wyporzyczenia lornetki: 4 zł

Parking: bezpłatny

piątek, 24 kwietnia 2009

Groty Mechowskie

W Mechowie (powiat pucki) znajduje się najkrótsza podziemna trasa turystyczna.

Groty znajdują się tuż przy drodze (wręcz powiedziałabym - pod nią).

Po zobaczeniu tych tworów natury (kilka zdjęć poniżej), ruszyłyśmy dalej - w stronę Gniewina na wieżę widokową "kaszubskie oko"...










Kościółek w Mechowie:



W lasach koło Mechowa, przepięknie zakwitły leśne (nie znam nazwy) kwiatki.



Przydatne informacje:

Groty można zwiedzać w godzinach pon.-pt. 10.00- 18.00

w niedziele i święta: 11.00 - 18.00

Bilety wstępu: normalny 2 zł, ulgowy 1,50 zł

Parking: bezpłatny

czwartek, 23 kwietnia 2009

Wycieczka do ZOO/ Gdańsk Oliwa

A dziś wstawiam kilka fotek z ZOO w Gdańsku Oliwie.

Plan ZOO (teran wydaje sie duży).

Odpoczywająca foka...

Spacerujący słoń...

Gdzieś daleko na środku bajorka ptaszki...

Biegające zebry...

Wiercąca się surykatka...

Pingwiny...



Orzeł... chodzący i myślący... :)


Paw albinos (przepiękny- warto zobaczyć go na żywo):

Lokalizacja innych ZOO...


Przydatne informacje:

Bilet normalny: 12 zł

Bilet ulgowy: 6 zł

Parking: 1,80 zł/ h

4 państwa Wiedeń/Nurnberg/Sulechów

Aby ruszyć w dalszą drogę wyszliśmy z Wiednia i na stopa postanowiliśmy udać się do Berlina - a z Berlina po noclegu u zaufanej osoby wrócić do Gdyni.

Problemem stało się złapanie stopa do stolicy Niemiec - żadne auto, które się zatrzymało nie jechało w tamtą stronę (miłe zaskoczenie - nie musieliśmy czekać więcej niż 5 minut by ktoś się zatrzymał). Wpadłam na pomysł by pójść na stacje i sprawdzić jakie miasta będziemy mijać po drodze i "zabimi" skokami dotrzeć do Berlina.

Udało nam się zabrać z kierowcą tira, który podróżował z psem i razem przejechaliśmy 5 godzin :). Miły rottwailer co chwile opierał głowę na moich kolanach, był psem który od 8 tygodnia życia jeździł z panem po Europie, a przy rozstaniu wystawił głowę za szybę zaszczekał kilka razy w naszą stronę (chyba na pozegnanie). Następnie jechaliśmy z Robertem, też kierowcą tira. Opowiedział nam historię jak zwiedzał Austrię i Niemcy podróżując na stopa, poznał wtedy swoją żonę i jeszcze tego samego roku oczekiwał na narodziny córki.

Zmieniliśmy kilka razy jeszcze środki transportu, gdy trafiliśmy na kierowce, który "zapomniał" nas wysadzić przy tym zjeździe z autostrady, przy którym powinniśmy wysiąść. I tak trafiliśmy w totalne pole, w środku nocy. Była to pierwsza noc i jedyna, którą przepłakałam podczas tej podroży, tak bardzo się wtedy bałam się.

Z nowym dniem nadeszły nowe decyzje, trzebabyło się z tego miejsca wydostać i wrócić na drogę prowadzącą do Berlina. Na nasze nieszczęście zatrzymała nas policja i "wywiozła" do środka miasta, pod stacje kolejową... Uparci poszliśmy w stronę drogi prowadzącej na Berlin, przez Nurnbergię wchodząc do samego miasta przeszliśmy ok 20km!!!

Gdy udało nam się złapać stopa doratliśmy pod sam Berlin. Zobaczyłam samochód z polską rejestracją na numerach zielonogórskich. Zapytałam się czy jedzie do Zielonej Góry, w odpowiedzi usłyszałam, że nie, bo do Sulechowa. W dalszej rozmowie okazało się, że kierowca to sąsiad mojej cioci.

Dotarliśmy do Sulechowa. Miejscowi piraci zatrzymali nas i w ten sposób dobiegała do końca nasza przygoda. Wieczorem wsiedliśmy w pociąg i nad ranem mogłam przytulić głowę do mojej poduszki :)


środa, 22 kwietnia 2009

4 państwa Bratysława/Wiedeń

Szukałam i szukałam... straciłam ponad 150 zdjęć z Bratysławy i Wiednia (mam nadzieje, ze je jeszcze znajdę gdzieś na jakiejś płycie).

Było popołudnie - a całe miasto dozobaczenia! Stare miasto w Bratysławie jest śliczne.

Dodatkową akrakcją były krowy (parada krów) pomalowane na przeróżne wzory, miałam gdzieś zdjecie z krową "przebraną" za arbuza.

Oprócz Parady Krów w Bratysławie widziałam jeszcze zamek z widokiem na panoramę miasta. Miałam ochote zostać tam na noc... Po powrocie na uliczki starego miasta i skromnym obiedzie - moim kolejnym przyjacielem podróży stała się mała pluszowa owieczka :)

Wracając na dworzec spostrzegłam wtopiony w chodnik mosięzny okręg z wypisanymi stolicami i odległościami w jakich znajdują się od Bratysławy. Moją uwegę na tym okręgu przykuła jedna nazwa - Wien (Wiedeń). I jak się okazało pociągiem było to 2 godziny drogi - postawanowiliśmy pojechać na kawę do Wiednia - zastanawiając się czy kilkanaście minut po połunocy dostawienie kawę.

Jak się okazało na kawę trzeba było zaczekać do rana.

Moje wyobrazenie o Wiedniu było całkiem inne. Trochę się rozczarowałam tym miastem...

Po porannym umyciu się, dojściem do ładu udaliśmy się na kawę.

Karlsplatz w Wiedniu:

Po "obejściu" Wiednia czas na powrót - na stopa przez Niemcy - do domu :)